Krzysztof Wilk – Bujając w obłokach …


Bujając w obłokach…

Z pojęciem „chmura” mamy do czynienia praktycznie na co dzień. Wielu z nas wykorzystuje oferty światowych gigantów, takich jak Microsoft, który oferuje nam między innymi usługę OneCloud. Ludzie zawierzają swoje pliki chmurze, mając stu procentową pewność, że te dane są w pełni bezpieczne, nieosiągalne przez osoby trzecie, a zarazem osiągalne dla nas, w każdym momencie oraz miejscu. Jednak czy mają oni rację? Czy „chmura” jest tak świetną alternatywą dysków twardych i innych rodzajów pamięci komputerowych, jak mówią o niej twórcy, propagatorzy? Oczywiście, nie można kwestionować jej zalet, które niewątpliwie coraz bardziej zaskakują, otwierając nam drogę ku przyszłości, jednak na chwilę obecną należy również zwrócić uwagę na wady. Należy też pamiętać, że „chmura” to nie przestrzeń w Internecie, która krąży po jego odmętach, by w adekwatnym momencie „przywieźć” nasze dane, uprzednio uciekając od zagrożeń, lecz jest to serwer, a serwerem musi zarządzać jakiś pecet. Jaki z tego wniosek? „Chmura” to tak naprawdę czyjś komputer. Doskonale wiemy ile zagrożeń czyha na nasz PC w sieci, zatem jaką mamy pewność, że nie dosięgną właśnie tej naszej „chmury”?. Nie jest to do końca tak, jak widać na pierwszy rzut oka, ponieważ jak wspomniałem wyżej, OneCloud’em zarządza, przykładowo Microsoft, a niewątpliwie jest to korporacja, która dba o bezpieczeństwo, jednak nadal trzeba być świadomym i zdać sobie sprawę
z zagrożenia.

Usługodawcy często przekonują nas do „chmury”, coraz częściej wykorzystywana jest
na rynku, niektórzy wręcz gwarantują nam bezpieczeństwo naszych danych. Jednak czy jest to słuszne? Przede wszystkim chmura ma swoje zalety, które ułatwiają życie. Pomaga chronić nasze pliki przed utratą, mamy dostęp do nich w każdym zakątku świata, nie mają
do nich dostępu osoby trzecie. Warunkiem jest jednak dostęp do Internetu, który, nie oszukujmy się, w naszych czasach jest praktycznie wszędzie. Oczywiście, jest więcej zalet, jednak tymi głównie się posługują korporacje. „Chmura” to również wszelakie edytory tekstu, grafiki, które nie muszą być koniecznie zainstalowane na dysku systemowym, używamy ich w przeglądarce, tak naprawdę
w przestrzeni, którą ktoś nam udostępnia za pomocą serwera. Jak widać Internet w XXI wieku to coś, bez czego nie możemy się nawet ruszyć. Pytanie brzmi: czy zmierza to w dobrą stronę?

Załóżmy, że właśnie skończyliśmy projekt, od którego zależy przyszłość naszej firmy. Nie chcemy, by ktokolwiek grzebał nam w naszym komputerze, dlatego wrzucamy go do wirtualnej, przestrzeni, jaką jest chmura. Jednak w tym samym czasie na serwery naszej chmury przeprowadzany jest atak hackerski, który ma na celu kradzież danych osób, korzystających z niej lub po prostu
– serwery usługodawcy padły w wyniku błędu na, nazwijmy to, komputerze macierzystym. Co wtedy? Nie mamy dostępu do naszych danych, ktoś pośredni może nimi się posłużyć w celach prywatnych albo przeciwnie – szantażować nas, a los naszej firmy wisi na włosku. Złośliwość rzeczy martwych, czy ludzka głupota? Oczywiście, takie scenariusze są mało realne, jednak nie niemożliwe, patrząc
na postępujący rozwój złośliwego oprogramowania, jakim jest ransomware lub chociażby atak hackerski na NASA w 2016 roku, gdzie ugrupowanie AnonSec wykradło 276 GB poufnych danych,
do którego mieli dostęp tylko pracownicy. Technologia przyszłości, a jednak tyle ryzykujemy korzystając z niej.

Jest więcej rodzajów „chmury”, jednak najlepiej wszystko obrazuje się
na wirtualnym dysku, ponieważ jest chyba najbardziej powszechna, bo ludzie ją traktują jak Pana Jezusa siedzącego na chmurce, do którego tylko my mamy dostęp i do którego kierujemy nasze prośby. Można ją podzielić na: publiczną, hybrydową oraz prywatną. Różnią się one jedynie sposobami wdrażania informacji i grupą ludzi, która z nich korzysta. Tak samo natomiast są one zbudowane – użytkownicy korzystając z chmury łączą się z serwerem, którym
z kolei zarządza inny komputer, tzw. Host. To od tego sprzętu zależy byt oraz przyszłość naszych plików, ponieważ to on jest sercem całego łańcucha, my jesteśmy umysłem, gdyż to od nas zależy przeznaczenie, a nasze dane są impulsami, które między nami się przemieszczają. Trzeba mieć to na uwadze przy wyborze między chmurą, a klasycznym rodzajem pamięci.

Bez wątpienia można stwierdzić, że „chmura” to coś, co nie jednej osobie w życiu się przyda. Posiada wiele zalet, jednak należy pamiętać również o wadach. Jedną z nich jest zależność pomiędzy samą chmurą, a komputerem macierzystym, która może nam przysporzyć wielu kłopotów. W skrócie mówiąc – chmura jest czyimś komputerem i nie unikniemy tego, przynajmniej na chwilę obecną. Moim zdaniem lepiej jest tam trzymać pliki, które nie są dla nas aż tak ważne, a te ważniejsze nagrywać na nośniki pamięci przenośnej, jakim jest na przykład pendrive oraz zrobić ich kopię zapasową. Myślę, że „chmura” ma wielki potencjał i znaczenie dla technologii przyszłości, dlatego uważam, że powinna się jak najszybciej rozwinąć, chociażby by skuteczniej zwalczać zagrożenia, jakie na nią czyhają.

 

Bibliografia:

  1. Jankowski P., Czym jest popularna „chmura”?, http://www.komputerswiat.pl/ – strona internetowa Redakcji czasopisma Komputer Świat –  stan na dzień 15.01.2017 roku.
  2. Zespół Microsoftu, Czym jest popularna chmura? Podręcznik dla początkujących, https://azure.microsoft.com/pl – stan na dzień 15.01.2017 roku.